el-diablo blog

Twój nowy blog

Witajcie po dłuższej przerwie
Czy jest ktoś jeszcze kto tu zagląda?
Jeśli tak to dajcie znać w komentarzach.

Zaraz

9 komentarzy

Zaraz to taka wielka bakteria…
tekst ze szkoły średniej.

Moja teoria na temat rozpadów małżenstwa i związków emocjonalnych brzmi następująco. Wszystkiemu winny jest zaraz. Ni mniej ni więcej.

Taki drobny wirusik doprowadzający do obłędu. ZARAZ. Jak słyszę to słowo to działa ono na mnie jak płachta na byka. Nie żebym sama była jakoś szczególnie pracowita, ale…

Najwiekszy problem tkwi w ustaleniu ile ono właściwie trwa to ZARAZ… 5 min? Dopalenie fajki? Kwadrans? Dokończenie ogladania akurat interesujacego Cię filmu? No ile….? Będę wdzieczna za wasze sugestie…. Ile trwa statysztyczne waszym zdaniem ZARAZ?
Bo się cholera pogubiłam.

Moje życie jest jedną wielką anomalią więc przyzwyczaiłam się do rzeczy dziwnych ale… Chyba powinny w nim obowiązywać jakieś normy miar i wag…. Więc może tylko ja źle rozumiem pojęcie ZARAZ…

Następnym dylematem który mam z tą bakterią to (dlaczego z reguły jak jestem bardzo zajęta) długość ZARAZ trwa od momentu usłyszenia az do momentu gdy sama pójdę i to zrobię. Nawet jeśli czynność której czas od ziastnienia potrzeby do jej spełnienia okreslana jest jako ZARAZ zajmuje normalnemu człowiekowi (bez gumowych rękawiczek i butów stojącego na stole by domyć górne półki w szafce) zaledwie 30 sek. A dla niego (tego stojącego na stole) z kolei oznacza konieczność wykonania szeregu czynności, których czasochłonność określam na min 5 min + 30 sek na czynność do której ten ZARAZ się odnosi. Pomijam oczywiscie wzajemny stosunek ważności względem siebie czynności wykonywanych przez obie osoby dla szeroko pojętego dobra rodziny (czytaj sprzatanie do pogadanki na dole z kolegami). Ale namotałam :))))

Idąc dalej tym tropem zastanawiam sie po co wogóle ktoś wymyślił to słowo. Nie można powiedzieć po prostu. Kochanie nie chce mi się…. Oglądam film wiec zrób to sama – a ja Ci później zrobię herbatki albo coś…? Nie… Trzeba oczywiscie użyć enigatycznego wirusa ZARAZ. W wolnym tłumaczeniu – może zapomni, ze coś chciała ode mnie

Niezaleznie od tego jak bardzo kogoś kochacie codzienna dawka zaraz zabije to uczucie na śmierć. Szkoda, ze na ulotce reklamowej nie napisali, że z czasem zarażacie się i stajecie się nosicielem.

I to tyle… w tym temacie.

Miało być o autorce rysunku, ale jak to zwykle kobieta zmienną jest i co i pstro… Zmiany nastapia więc później w tym na stronie również (ps. chwilowo jak czegoś nie widać można tekst zaznaczyć i będzie widać – muszę zmienić kolor tła moze dzis w nocy – zobaczymy) Przy czym chciałabym zauważyć, że:
a) wolne postępy w stronie nie wynikaja bynajmniej z braku inteligencji (którą się nieopacznie pochwaliłam – więc muszę trzymać fason :))))) ) tylko z braku czasu
b) albowiem mam jeszcze 10 tys innych spraw i 3 tys innych zainteresowań
c) jestem perfekcjonistką co po raz drugi udowodniłam dzis mojemu szefowi i działam zgodnie z zasadą jak coś robisz rób to dobrze a jak masz to zrobić byle jak to nie rób tego wcale
d) muszę kilka rzeczy najpierw sprawdzić by funkcjonowały tak jak mają w mojej wyobrażni
e) wywaliłam stertki …… do wanny :)))) I nie tylko – zrobiłam sobie przysłowiowego pilota – Ci co jeździli na kolonie – tę komunistyczna zdobycz – będą wiedzieli o czym mówię. Powaznie. I sprzatnęłam cały pokój tak, ze wszystkim szczęka opadła – bo oni myślą, ze jest mi zajebiście siedzieć w takim bałaganie. Właśnie sie zamierzam wziąć za wypranie kanapy – z czyszczeniem kaloryferów i przemeblowaniem skończyłam. Szkoda, że akuratnio nie mogę sobie pozwolić na farbę typu Dulux bo bym pokój jeszcze przemalowała. I to jest coś co niektórzy normalni inaczej nazywają pozytywnym zajobem. :) Jezu niech mi tylko ktos przypomni o zyrandolu (będę wiedziałą o co chodzi, w tej chwili mam pełna zmywarkę a zaraz zapomnę :) ) Problem w tym, że nie rzuca mi sie w oczy, bo musze zadrzeć łeb ostro do góry żeby go dojrzeć :))))
f) muszę odwiedzić wszystkich starych i nowych znajomych „blogowców” bom strasznie ciekawa co u nich słychać
g) do poniedziałku muszę wyjąc osobno sztuka po sztuce każdą rzecz z wanny i po starannym oczyszczeniu ustalić jej nowe współrzędne na półkach – to dopiero będzie trwało :)))))
i) a po drodzę muszę dokonać zwykłych czynności takich jak przygotowanie się na poniedziałek do kliku bezapalecyjnie nieodwalnych spraw o stopniu najwyzszej wagi, pranie, wieszanie, prasowanie, mycie garnków i podłóg oraz czas dla mojego synka, który notabene znów jest chory i jeszcze …. i jeszcze….. i jeszcze….. i w końcu doczołgać się pod prysznic (wanna jakbyście zapomnieli zajęta) i dokonać kilku zabiegów upiększających, bo wygladam jak zmora….
j) z czego wynika moje przypuszczenie, ze raczej zamiast przeprowadzki do Kambodźy powinnam realnie przmyśleć możliwości bardziej radykalnej zmiany krajobrazu – np. na Wenus tam doba trwa 48 godzin. To by mnie zadowoliło :)

Słowem bądzcie cierpliwi – nowości tuz tuż…… Zeby nie powiedzieć ZARAZ. :)

Ale wiersz tym razem będzie, choć w tej sytuacji rozumiecie, ze żadna nowość :))))

„Moje Dejavu”

Wrażenie, które można nazwać
Tylko po francusku
Jak ktos napisał

Wróciło do mnie w innym wcieleniu
Ma inne oczy, włosy
Smak ust

I tylko moje oczy
Zasnute mgłą
Pozostały takie same

I tylko błędy
Które popełniam
Się nie zmieniły

A świat się kręci
W szaleńczym
Obłąkanym tańcu

I tak będzie
Odbierać mi oddech
Dopóki trwa

Moje de javu

Spontan

3 komentarzy

Szczęście – to nie jest stacja, do której zmierzasz, lecz sposób podróżowania.
Lew Tołstoj

No i miałam nie pisać dopóki nie dokończę strony. W końcu sama załozyłam sobie taki plan wczoraj. To mogę go zmienić dzisiaj. A że chwilowo mam wenę i głod artystyczny. To właśnie to czynię.

Najpierw kalejdoskopowy przeglad ostatnich wydarzeń.
- nie jestem sama
- mogłam po raz pierwszy wyjść na noc do kina bez TG i skończyło sie na aferach, które uważam za umiarkowanie do przyjęcia; duży postęp
- teoretycznie wszystko jakoś się tam kręci
- o dziwo opuściłam się w pracy bo po raz pierwszy w życiu naprawdę wkurwia mnie ten baaałagan dookoła i chcę go posprzatać; ciekawe w którym momencie moje lenistwo zwycięży nad determinacją :)
- nadal jest coś co zaprząta moją głowe 10 tys razy na dobę i co powoduje moje irracjonalne pod względem logicznym zachowanie

Podsumowując : Cisza przed burzą… Cieszmy się nią….. Póki trwa……

A na dole koncert……
I jest rewelacyjnie…..
Jak za starych beztroskich czasów……
Na które tyle się czeka i które tak szybko przemijają……

Albowiem odwiedził nas niepełny skład Vendora. TG,Valdi i Schatenjeger. Gitara prowadzaca, perkusja i gitara solowa. Spodziewamy sie basu w osobie Homoseksogenizowanego…. Poza TG niech znaczenie nadanych pseudonimów niech pozostanie zagadką ….. Przynajmniej na razie :))))

I tak oto szary, zwykły, z odrobiną uśmiechu i błysku w oku dzień zamienił się w szczęśliwy, ciepły wieczór z odrobiną tęsknoty i melancholii….

Na dole na Schatenjeger uskutecznia na gitarze z przesterem „identycznym jak Steve Vai miał 1984 roku”" :)))) rify własnego autorstwa, które zdominowały mój gust muzyczny. Valdi wystukuje rytm na spodniach i stole. Mieli chłopaki talent. Nadal mają…. Szkoda że nie mieli determinacji – niewiele im brakowało…. E niewazne….. Im dedykuję jeden z moich ulubionych numerów : „Boys Of Summer” Dona Henleya

… Mam znów osiemnaście lat i piszę wiersze na starej kanapie „na górze” w Rock Buda Cafe…. Chłopaki mają próbę…. Żyć nie umierać….. Szkoda, że wiersze tam pisane zaginęły: Pamiętam początek jednego z nich – bardzo wszystkich bulwersował

Wisi szkaradztwo na krzyżu
Chrystus zniekształcony
Ręką człowieka, który go wykonał

Dalej było o fałszywych Chrześcijanach…

Generalnie napisałam go pod wpływem naprawdę brzydkiej, wulgarnej rzeźby Chrystusa na krzyżu, którym tak strasznie „zbrzydzili” kościół. Chcieli go unowocześnić…. Przy czym wiersz ten absolutnie nie odnosił się negatywnie do Boga i jego symboliki.

Nic tyle na dziś – czas się uartystyczniać graficznie :)

Dziś wiersza nie będzie……

Za to może jak skończę napisze jeszcze o autorce zdjecia powyżej…

Zmiany

4 komentarzy

Proszę nie strzelać do pianisty. Robi co może.
Oskar Wilde

Uwaga uwaga uczę sie języka html.

Zmiany będa widoczne w krótkich odstępach czasu.

Albowiem znudził mi sie uprzedni wystrój.

Jak skończe nowa notka i to nie jedna :)

Ale kiedy to będzie? Wszystko zalezy od tego jak jestem pojętna :)

W końcu mam IQ 146 wg testu. To chyba szybko :)

Koszmary i złudy

10 komentarzy

Światełko w tunelu jest reflektorem pociągu nadjeżdzającego z przeciwka
Z Praw Murphy’ego

A co to to prawda. Zawsze jak je widzę to zaraz wszystko się wali…

Zapiszmy to równaniem :

Światełko w tunelu = olśnienie = wyjście z sytuacji = cisza przed burzą = odpalenie lontu samonaprowadzającej się bomby => destruction mode = rozpierdol absolutny.

Tyle lat i jeszcze ta wiedza dociera do mnie jak przez mgłę. Powinnam być mądrzejsza i nie dać się zwieść temu ognikowi na bagnach. Ale ta nadzieja, bezsensowna i bezpodstawna jakoś nie daje się wyplenić.

Nadal jestem sama… Choć mogłam nie być…

Czy mi dobrze czy mi źle? Oto jest pytanie… Na które nie znam odpowiedzi. Na razie mam metlik w głowie i cos co nazywam 3-fazą bólu – rezygnacja, apatia, mętlik w umyśle, żal, wyrzuty sumienia, ulga, tęsknota, oczekiwanie, marzenia. Wszystko zmielone w jedną kulkę wściśniętą do gardła tak, że nie można jej ani wypluć ani przełknąć…

Najgorszy jest kompletny brak ochoty na cokolwiek poza snem – zagrzebaniem sie głeboko pod kołdra i udawaniem, ze na zewnątrz jest noc i nic się nie dzieje…

Nawet średnio tu mi sie chce pisac – a jak już to wyglada to jak bełkot kogos kompletnie poronionego. Przepraszam też wszystkich tych, których zawsze odwiedzałam, że teraz tego nie robię.

Potrzebuję jeszcze czasu… Na przebudzenie do życia….

Czas sprzatania stertek trwa….

„Samotne stworzenia”

Samotne stworzenia
Łzami czyszczą
Blaty swoich biurek

Samotne stworzenia
Codziennie rozmawiają
Z odbiciem w lustrze

Samotne stworzenia
Siedzą posród ludzi
W niewidzialnej izolacji

I tak od zawsze
Czasem ktoś je przygarnie
Na chwilę lub dwie
Oplącze poczuciem
Współnależności do stada
By nim wezmą oddech
Odrzucić je
W kąt
Gdzie ich miejsce

Samotne stworzenia
Zawsze poza nawiasem
Ludzi i miejsc

Samotne stworzenia
Ze spojrzeniem
Zranionej sarny

Samotne stworzenia
Błąd w ewolucji
Społeczeństwa

To też stary wiersz… Moja głowa nie chce nic nowego stworzyć bo serce nie chce nic nowego odczuwać.

Hello I’m back

6 komentarzy

Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono, czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich, czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania, czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.
Z Księgi Koheleta

Przepraszam wszystkich tych z moich stałych (mam nadzieję) czytelników, którzy zagladali tutaj – a tu nic sie nie działo. Ale cóż. Juz wracam.

Trochę inna. Pewnie bedzie na poczatku wiecej melancholii (jakby dotąd mało jej bywało). Z biegiem dni pewnie coraz mniej… Albowiem u mnie zmienił się czas. I to diametralnie. Wydarzyło się coś czego się tak w głębi ducha spodziewałam. Choć nawet sama przed soba nie potrafiłam się do tego przyznać….

Teraz nastał czas sprzatania stertek. Dobrze mi to zrobi bo już zarosłam nimi po uszy… Potem będzie czas układania sobie życia na nowo bo nic już nigdy nie będzie takie samo.

Bardzo sie boję tych zmian. Ale gdy przyszło co do czego nie miałam siły ich powstrzymywać. I chyba ochoty też mi brakowało. Nigdy nie byłam sama… I zawsze się tego bałam, że będę. No cóż jakoś przetrwam.

A może słonko będzie kiedyś jeszcze blisko mnie… Nadzieja matką głupich. Ale kazdy głupi ma szczęście i każda matka kocha swoje dzieci.

I właśnie mojemu słonku dedykuję ten stary utwór U2 w tle bo jak na razie I can’t live with or without Him. I to jest chyba najbardziej popieprzone w tym wszystkim.

I na koniec mój wiersz. Chyba nikogo nie zdziwi tytuł.

„Samotność”

Zawsze ja poznasz
Ma długą czarną suknię
Jakby szła na bal
Albo pogrzeb.

Mruga do Ciebie
Zza rogu najblizszej ulicy
Obojetne czy idziesz sam
Czy w tłumie ludzi

Kocham ją
Gdy wychodzę spod prysznica
A woda ścieka na parkiet
I nikt nie będzie sie o to wydzierał

Nienawidzę jej
Gdy wydeptana przeze mnie ścieżka
Pomiędzy oknem a drzwiami
Zaczyna mieć głebokie koleiny…

Najzabawniejsze jest to, że powstał niedawno. Ale jeszcze przed tym nim stała sie moją faktyczną sublokatorką. Obym nauczyła się z nią żyć….

Trzymajcie kciuki.

Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć
ALFRED HITCHCOCK

Zajebisty gość. Nie cenię go za filmy typu „Ptaki”, tylko za te krótkie historyjki z cyklu „Alfred Hitchcock przedstawia„. Coś w stylu „Opowiastek z Krypty”, w których ludziom przydarzają się różne niesamowite historie rodem z horroru lub co najmniej thriller’a i które są tak pojechane, że w głębi ducha wierzę, że są możliwe. Tak, tak, wierzę w takie pierdoły jak przesądy, gusła, wróżki i mam wiele dziwacznych upodobań. Ta…. jestem dziwakiem co się zowie…. Psychiatra miałby niezły kąsek do zgryzienia….. Ciekawy przypadek z taką ilością schizm – najblizej mi chyba do Jacka Nicholsona z filmu „Lepiej być nie może”, który nie postawił stopy na łączeniach płyt chodnikowych…… Tyle, że są trochę innego rodzaju….

Jest tyle tego, że opiszę je w innym czasie. A zrobię to na pewno, bo może któregoś dnia coniektórzy w końcu skumają dlaczego w pewnych kwestiach sprawy mają się tak a nie inaczej…… Uznają mnie wtedy za max wariata, ale moze ponieważ moje schizmy są niegroźne dla otoczenia i mają pozytywny skutek na moje normalne działania, które powinnam wykonywać, moze pozwola mi robić to w sposób z nimi zgodny. I wszyscy będą szczęśliwi….. :) ( akurat…. tere fere…. po prostu zamkna mnie w zakładzie bez klamek :)))) )

Nie mniej powróćmy do tematu, którym dziś jest:

TOP TEN OF MY FAVOURITE FILMS MADE UNTILL NOW

Dziś bowiem, po raz enty oglądałam Matrixa (ci co śledzą uważnie moje teksty wiedzą iż nie posiadam TV) co nie oznacza, ze nie posiadam telewizora i video, z których czasem korzystam, bo lubię oglądać filmy. Z głodu obrazów zwizualizowanych robię to z reguły kilka dni z rzędu, oglądając niektóre nowości z wypożyczalni, a potem zaczynam wracać do mojej kolekcji prywatnej. Dziś przypadkiem wypadło na ten film i podczas jego ogladania zaczęłam się zastanawiać, jakie filmy znalazłyby się na tej liście…..

Kryterium nie jest jedno. Brałam pod uwagę:
a)ilość obejrzanych razy
b)prawdopodobieństwo, ze dany film jeszcze ileś tam razy obejrzę
c)euforię (czytaj wiarę w moją maksymę: że wszystko jest możliwe tylko mniej lub bardziej prawdopodobne), którą odczuwałam po obejrzeniu
d)przesłanie jakie ze sobą niósł tzn. wpływ jaki wywarł na moje życie lub przemyślenia filozoficzne
e)efekty specjalne – a jakże lubię je – jestem w tym względzie strasznie płytka
f)oczywiście niezapomniane kreacje aktorskie
g)niezapomniane sceny, dialogi i inne pierdoły, które wszyscy kumają i jak rzucisz aluzję zwiazaną z nimi rechoczą ze śmiechu
h)i w końcu to szczególne coś, co sprawia, że z przyjemnością mogę stwierdzić b)

Naprawdę nie było mi łatwo wybrać. Więc aby zadośćuczynić tym, które pominęłam rozdałam też

WYRÓŻNIENIA

Dla

BRAVEHEART – za całokształt
STAYING ALIVE – za obudzenie we mnie miłosci do baletu nowoczesnego
STOWARZYSZENIE UMARŁYCH POETÓW – za ukazanie czym jest prawdziwa przyjaźń
CZŁOWIEK Z BLIZNĄ – za Al’a Pacino
BEN HUR – za wyścig rydwanów
KLEOPATRA – za Elizabeth Tylor I Richarda Burtona oraz dekoracje
DZIECKO ROSEMARY – za strach i reżyserię
SZPIEDZY TACY JAK MY – za bombową scenę ściągania i rewelacyjną kreację Chevy Chase’a (którego poza tym nie lubię bo jest dennym komikiem i gra w dennych komediach)
FOREST GUMP – za scenariusz i poczucie humoru
PIĘKNY UMYSŁ – za zrozumienie schizofrenii i Russella Crowe
PRETTY WOMAN – za historyjkę o nowoczesnym Kopciuszku i buty Julii Roberts
OCZY SZEROKO ZAMKNIĘTE – za historię o konsekwencjach zdrady małżeńskiej
MILCZENIE OWIEC – za Anthony Hopkinsa
PIĄTY ELEMENT – za stroje, Milę Jovovich, Bruce’a Willisa i humor
LEON ZAWODOWIEC – za rewelacyjnego Gary’ego Oldmana
BŁĘKITNA LAGUNA – za marzenia nastolatki
KASYNO – za reżyserię Scorcese, historyjkę o mafii, za Joe Pesci i Roberta De Niro
EPOKA LODOWCOWA – za dialogi i humor sytuacyjny
ADWOKAT DIABŁA – za ukazanie nowoczesnego szatana
PAN PAŹDZIERNIK – za ukazanie, co jest najważniejsze w życiu
UMRZEĆ ZA MŁODU – za nadzieję, wiarę i miłość
ROZMOWY KONTROLOWANE – za Stanisława Tyma, Bożenę Dykiel, niezapomniene dialogi i parodię stanu wojennego
HYDROZAGADKA – za najbardziej pojechaną parodię supermena wszechczasów
CHŁOPAKI NIE PŁACZĄ – za najlepsza polską komedię ostatnich lat i Janusza Gajosa i jego „bo ja jestem z archiwum x
POLTERGHEIST – za najlepszy horror wszechczasów
AI SZTUCZNA INTELIGENCJA – za dziecięcą miłość
PAN WOŁODYJOWSKI – za niezapomnianego Tadeusza Łomnickiego i moją ulubioną postać z Trylogii oraz Magdalenę Zawadzką w roli Basieńki i wspomnienia z dzieciństwa
REQIUEM FOR THE DREAM – za realizm uzależnienia od narkotyków, zdjęcia oraz szok i ból w w zgięciach łokci po obejrzeniu
WIĘCEJ CZADU – za wojnę z moim ojcem i uczucie wolnośći, które mi podarował
POTWORY I SPÓŁKA – za grafikę i teksty a w szczególności “tylko se kuku nie zróbta” I “naonczas
SHREK – za polski dubbing wiecie kogo
SIÓDMY ZNAK – za piękną historię o tym, że poświęcenie i miłość matki do dziecka może odwrócić nawet koniec świata i wszystkie łzy, które na tym filmie wylałam
DZIEŃ ZAGŁADY – za efekty specjalne
BASTION – za wierną ekranizację powieści mojego ulubionego pisarza i moim zdaniem najbardziej prawdopodobną wizję zagłady rasy ludzkiej, moje ukryte lęki i zastanowienie się nad faktem, że gdybym mimo woli przeżyła taką akcję to nawet cholera chleba upiec nie umiem
PRZEMINĘŁO Z WIATREM – za Vivien Leigh w roli Scarlet O’Hara oraz Clarka Gable’a w roli Reta Butlera, scenografię i suknie o których zawsze marzyłam oraz historię o czasach, gdy kobiety były przede wszystkim kobietami
OSTATNI ROMANS – za info o tym, że prawdziwa miłość zwycięży wszystko i humor sytuacyjny w stylu „on ściska ten telefon tak mocno
MASKA – za humor, efekty specjalne i przede wszystkim Jima Carrey’a

WYRÓŻNIENIA SPECJALNE (niestety nie zmieściły się do BEST 10 choć niewiele brakowało)

Dla

REJS – za dialogi i pełen lot aktorów i twórców tego flimu
CZAROWNICE Z EASTWICK – za wiele rzeczy, ale w szczególności za humor – w tym Jacka Nicholsona rzygającego w kościele i jego obłędną fryzurę oraz podstawy praktyk voo doo
PULP FICTION – za całokształt i Quentina Tarantino – nic dodać, nic ująć
OSKAR – za mimikę Louis’a Defunes’a i sposób w jaki przedstawił lorda jakiegośtam – nic i nikt nie rozśmieszyło mnie tak jak ta scena – mam nadzięję, że ją kojarzycie (pryszcze i przydeptywanie nosa na przemian z graniem na nim jak na skrzypcach)
DZIEŃ ŚWISTAKA – za Billa Murrey’a, którego uwielbiam w tej roli i podsunięcie kilku efektownych pomysłów jak można przeżyć ten sam dzień kilkadziesiąt razy i kilku ciekawych na samobójstwo :)
TROJA – za to, że stwierdziłam, że Brat Pitt jest naprawdę przystojny (wcześniej zastanawiałam sie, co inne laski w nim widzą), miłość we wszystkich wymiarach, honor, przebaczenie, scenariusz, scenę miłosną, po której przeszły mnie ciarki a przede wszystkim rekord moich wizyt w kinie na tym samym filmie i mitologię grecką, którą mama czytała mi zamiast bajek i którą uwielbiam
IMPERIUM KONTRATAKUJE – za Luka Skywalkera i niezapomniany tekst Darth’a Vadera (wypowiedziany cudownym głosem Jamesa Earla Jonesa): “Obi Wan never told you what happened with your father”, moim zdaniem to najlepsza część „Gwiezdnych Wojen

I tym sposobem doszliśmy do finału…..

a więc Panie i Panowie….. Mam zaszczyt przedstawić

TOP TEN OF EL-…. BEST FILMS

MIEJSCE 10
9 I ½ TYGODNIA – za muzykę i wpływ jaki wywarł na moje wyobrażenie o erotyce i ukryte pragnienia z nią związane (w końcu to nic dziwnego – oglądałam go będąc 15-stolatką), słowem za najlepszy erotyk wszechczasów

MIEJSCE 9
FENOMEN – za wiarę: w cuda i w jedność z Bogiem, kosmosem, energią itp. oraz potęgę ludzkiego umysłu, naprawdę świetną grę Johna Travolty, muzykę, optymistyczne nastawienie, w które wprawia mnie za każdym razem gdy go oglądam (mimo, że koniec jest smutny i wylewam zawsze morze łez), aforyzmy w stylu „każda kobieta ma swoje krzesła” oraz fakt, że czasem czuję sie jak główny bohater, gdy mam swoją „burzę mózgów” i pomysły wylewają się z mojej głowy w tempie ponadświetlnym – mam nadzieję, ze kiedyś znajdę w sobie tyle siły i samozaparcia by je zrealizować

MIEJSCE 8
SKAZANI NA SHOWSHANK – po pierwsze dlatego, że to ekranizacja opowiadania mojego ulubieńca – Stephena Kinga i to w dodatku opowiedziana z dużą dozą polotu i na tyle udana, że to jeden jedyny przypadek w historii ekranizacji jego twórczości, gdy jest ona lepsza od książki, po drugie ze względu na wspaniałą grę aktorów, po trzecie wzruszenie i wiarę w szcześliwe zakończenia i sprawiedliwość (choć pokrętną i okupioną licznymi cierpieniami) oraz ukazanie jak silną istotą potrafi być człowiek i w końcu po czwarte dlatego, że jest to jeden z nielicznych filmów, którego zakończenie nie było przeze mnie zrozumiane na długo przed końcem filmu – słowem zaskoczył mnie (dodam, ze opowiadanie czytałam później)

MIEJSCE 7
SEKSMISJA – no tu chyba nie ma wątpliwości dlaczego – teksty z cyklu „zastałem Jolkę?” i „nas tu omal nie wykastrowały a ty cycki będziesz sobie cyganie przyprawiał„, Jerzego Stuhra i humor który jest tak ściśle związany z czasami PRL-u, że tylko dlatego żałuję, że go już nie ma, że nasze dzieci nie będą już potrafiły się tak z tego uśmiać jak nasze pokolenie oraz za to, że udało sie jego twórcom w zawoluowany sposób ukazać obraz tamtych czasów pod czujnym okiem cenzury

MIEJSCE 6
LOT NAD KUKUŁCZYM GNIAZDEM – Jack Nicholson po prostu pobił sam siebie w tym filmie, naprawdę nie sposób zapomnieć tego filmu o domu wariatów

MIEJSCE 5
GONE IN 60 SECONDS – za muzykę, Nicolasa Cage’a (jednego z moich ulubionych aktorów), piękną Angelinę Jolie, a przede wszystkim brawurowe wyścigi samochodowe, adrenalinę którą w związku z nimi czuję i piękne bryki – jestem płytka wiem :)

MIEJSCE 4
WŁADCA PIERŚCIENI – cała trylogia – za odwagę w spróbowaniu zekranizowania tego arcydzieła Tolkiena, wspaniałe efekty specjalne, nastrój, kreacje głównych bohaterów – słowem super jako całokształt – mimo iż był długi – mnie nie znudził i strasznie żałuję, ze nie widziałam wersji reżyserskiej z dodatkowymi scenami – muszę sobie kurcze w końcu kupić dvd :)

MIEJSCE 3
GLADIATOR – no tu też jest cała plejada argumentów – tematyka, gra aktorów, film z gatunku „umacniających duchowo”, reżyseria, scenariusz, scenografia, efektowne pojedynki, błyskotliwe dialogi – słowem wszystko co powoduje, że niczego bym w tym filmie nie zmieniła i czyni go doskonałym a tym samym wartym ilości oskarów, które otrzymał, no a przede wszystkim miejce to zawdzięcza pozytywnemu bohaterowi, którego postawa jest godna naśladowania wg. wszelkich kanonów w których zostałam wychowana takich jak: honor, poświęcenie wyższej idei, prawość, odwaga, lojalność i braterstwo oraz mojej ulubionej scenie gdy Maximus zdejmuje chełm i odwraca się do Komodusa, pokazując swoją prawdziwą tożsamość

MIEJSCE 2
MATRIX – pewnie sie spodziewaliście, ze gdzieś tu będzie co? :) – no cóż pozostałe dwie części były kiepskie, żeby nie powiedzieć denne – z tym mesjanizmem na końcu naprawdę Wachowscy przesadzili – ale pierwsza część – rewelacja: temat bomba (pełna kreatywność i nowatorstwo), śmiała wizja przyszłości (mimo, ze straszna), film trzymający w napięciu aż do końca, efekty specjalne, muzyka, dialogi i to, że wychodząc z kina wszyscy się chyba zastanawiali, czy naprawdę nie są w Matrixie, humor sytuacyjny, rewelacyjna drugoplanowa rola agenta Smitha (sposób w jaki wypowiada i akcentuje poszczególne słowa, jego filozofia „życiowa” i to jak bardzo kojarzy się z upierdliwym pracownikiem Urzędu Skarbowego albo UOP-u, który ma na ciebie haka i przedstawia Ci tak sytuację, że wijesz się jak piskorz i masz narobione w majtki :))) ) oraz kilkadziesiąt drobiazgów, które sprawiają, że ten film ma to coś (w tym taki drobny szczególik, że Neo gra mój ideał urody męskiej – smukły, wysoki, ciemnowłosy osobnik o pociągłej, klasycznie pięknej twarzy – Keanu Reeves :))) )

MIEJSCE 1
POSZUKIWACZE ZAGINIONEJ ARKI – uff – czyżbym Was zaskoczyła? Hihi – myślę, ze przynajmniej niektórych tak. A dlaczego akurat ten? Hmmmm….. Niech pomyślę…. Bo pobił absolutny rekord w ilości oglądanych przeze mnie razy – 62 (mam niezłego fioła co?), bo obudził moją miłość do archeologii i awanturniczych przygód, bo zgadzam się z poglądem, że Harrison Ford urodził się po to by zagrać Indianę Jonesa, bo jest wręcz nieprzyzwoicie uroczy (lub zabójczo przystojny jak kto woli) w tej wyświechtanej kurtce, kapeluszu, z pejczem w kształcie węża, z błyskiem w oku i uśmiechem na twarzy pokrytej 3-dniowym zarostem :) – tak macie rację – jestem babą i przystojni aktorzy mają również (podkreślam to słowo) wpływ na mój werdykt. Bo mimo, iż ten film ma ze 20 lat, to efekty specjalne i scenografia są nadal imponujące i choć stworzono je bez użycia komputera – szczególnie scena w komnacie dusz i azteckim grobowcu, bo uwielbiam humor sytuacyjny, który jest składową tego filmu – jak ta scena, gdy na przeciwko Indiego staje mistrz miecza i wymachuje tym swoim żelastwem a nasz przystojniak niewiele myśląc wyciąga pistolet i poprostu do niego strzela :), bo opowiada o tajemnicach Biblii. I dlatego, ze jest po prostu odjazdowy i ponadczasowy :) Młodszym czytelnikom, którzy być może go nie oglądali po prostu go polecam – zobaczcie jak kiedyś wspaniale kręcono filmy bez zastosowania zaawansowanych sztuczek technicznych.

O jezu – ale mi odwaliło – pisałam to 6 godzin – całą noc. Wybaczcie to chyba głód pisarstwa :)))) Gratuluję cierpliwości, jeśli tu dotarliście. Dziś już wiersza nie będzie i tak przesadziłam z objętością…..

Peacefull

5 komentarzy

Bo miłość jest jak drzewo: sama z siebie rośnie, głęboko zapuszcza korzenie w całą istotę człowieka i nieraz na ruinie serca dalej się zieleni
VICTOR HUGO

I tak minęła sobota.

Skończyły się melancholia i wściekłość. Nawet strach gdzieś sobie poszedł (choć na chwilę). To był taki piękny dzień i nie chodzi o to, że spędziłam prawie cały dzień z moim ukochanym synkiem. Że graliśmy w wojnę, uśmiechał się do mnie, odrabialiśmy lekcje i zasnęłam przy jego boku.

Chodzi o uczucie, które powróciło i wraz z popołudniowym słońcem wychyliło się zza chmur. Wszechograniająca miłość, czysta i bez skazy, zupełnie bezinteresowna. Miłość do świata, miłość do ukochanego. Zalała moje serce tak nagle i została. Przyniosła ze sobą lekkość duszy i spokój.

To był jeden z tych dni kiedy kocham kochać… W pewnym sensie trwa nadal jak sen z którego się jeszcze nie do końca obudziłam. Gdy otworzyłam oczy ale obraz pod powiekami jeszcze pozostał ulotny jak mgiełka.

Nie chcę wstawać !!!!!!! Odmawiam mojej głowie posłuszeństwa!!!! Chce spać i już !!!! NIE BUDŹCIE MNIE !!!! Tu jest tak pięknie….

„Gra”

Myśli chodzące po głowie
Wyobraźnia płatająca figle
Pierwszy etap
Drugi etap …

Tor z przeszkodami
Pułapka za pułapką
Kto jest myśliwym
A kto zwierzyną

Oczy płonące obietnicą
Usta rozchylone pożądaniem
Twoja gra
Moja gra

Dziwne puzzle
W których żaden element
Nie pasuje
Do drugiego

Dłonie delikatne i natarczywe
Przyspieszony oddech
Twój ruch
Mój ruch

Wciąga jak hazard
Jak ruletka
Na którą stawiam
Żetony mojej duszy

I nie ma znaczenia
Kto wygra
Kto przegra

Liczy się tylko
Kolejny rzut kostką.

Proszę bardzo powyżywajcie się na mnie jeszcze. Ja przecież jak wielbłąd zniosę wszystko. Pozwalajcie winę za całe zło tego świata na mnie włącznie z trzęsieniem ziemi w Mozambiku, AIDS i głód w Etiopii. TAk za to wszystko biorę odpowiedzialność ja. Nikt inny. Mozecie mnie ukamieniować publicznie. Nie nie jestem męczennikiem. Mam depresję, ale wasze lekarstwa dozowane w wielkich ilościach z zaciśniętymi zębami o odpowiedniej skali wokalnej odnoszą zdumiewajace rezultaty… Niedługo mnie wylecza – raz i na zawsze…

Ale to nic.

Ja wasz worek treningowy always be here waiting.

„Furia”

Uderzam piłeczką o ściany pokoju
A ona lgnie do mych rąk
Jak owieczka idaca na rzeź
Cicho, bez skargi, poddaje sie mym dłoniom

Uderzam tą piłeczką o domek z tektury
Patrzę jak pękają jego sciany
Kruchsze od marzeń
Wybijam wszystkie okna wspomnień

Zostawiam piłeczkę i patrzę na ruiny
Mojego gniazdka z papieru
I żałuję tego, co zrobiłam

Opisać kobietę od środka jest nie sposób. Na tym załamują się największe tytany literatury. Kobietę od środka opisać może tylko kobieta. Rzecz dziwna – nigdy tego nie robi
WITKACY

No więc skoro tak, to ja podejmę się tej próby…

Tak naprawdę są 3 El-. Słowem składam się z 3 osób. W kwestii schizofrenii – nie widzę ich wiec jej chyba nie mam. Choć kto wie? :))) W kwestii – religijnej – podobieństwo jest przypadkowe. Jesli wiecie co mam na myśli :))) (dla tych bez poczucia humoru – to taki żart). Całość przypomina raczej historyjkę rodem z jasełek o Jasiu, któremu na prawym ramieniu przysiadł aniołek, a na lewym diabełek. Dziś po krótce o każdej z El-.

El-Anielo – cały czas obecna, nigdy nie milknie, ciągle jej natura objawia się w codziennym życiu – ostatnio na krótko nim 2 pozostałe El- zdążą ją przytłamsić. Kocha koty i zwierzaki wogóle, uwielbia patrzeć jak czerwienią się jabłka na jabłoni wśród zielonych jeszcze liści… Pisze wiersze, w niewielkim stopniu romantyczka, bardziej pozytywistka – coś jak postać z przełomu 2 epok – np. Wokulski. Praca od podstaw i praca organiczna to jej główne motto życiowe. Pracocholiczka. Dla swoich bliskich zaharowałaby się na śmierć. Ma silne poczucie obowiązku, miłość macierzyńską, nie znosi bałaganu. Jest urodzoną altrusitką. Jak chodziła do szkoły podstawowej to kupowała za swoje kieszonkowe drożdżówki i rozdawała je innym po drodze z cukierni. Teraz sama wsuwa zupki w proszku za 1,69 żeby kotki dostały swoje ulubione jedzonko i jeszcze grzechoczacą zabaweczkę. Da nawet złotówkę menelom pod spożywczym, jeśli uczciwie powiedzą, ze im na browar brakuje. Zawsze skora do pomocy, nie żądająca nic w zamian od tak z dobroci serca, która potem płacze w poduszkę, że jej nikt nie kocha i wszyscy ją wykorzystują. Jej marzeniem było zostać wróżką i zbawić świat. Słowem to osoba, która w starciu z rzeczywistością zostałaby zmiażdzona jednym strzałem.

El-Diablo – wcale nie jest postacią negatywną, w większej części twórca tej strony, choć to El-Anielo była prowodyrem, bo była ciekawa, czy jej wiersze będą się podobać. Klasyczna egoistka. Chciałaby mieć możliwość spełnienia każdej swej zachcianki nawet kosztem innych. Lubi tańczyć, śpiewać, prowokować, flirtować, jeść, leniuchować, gadać jak najęta. Uwielbia sex, papierosy i inne szkodliwe rzeczy oraz towarzystwo ludzi i szybką jazdę samochodem. Nie mogłaby żyć z dala od wielkiego miasta. Ekstrawertyczka która głośno śmiejąc się cieszy się z każdej rzeczy, która jest jej dana z życia, bo po prostu chce żyć i chłonąć je wszystkimi zmysłami. Jej motto to: miej wszystko w dupie, jakoś sie to poukłada i będzie dobrze – może lepiej moze gorzej ale i tak będzie dobrze – bo życie jest piękne. Odważna, niebojąca się, w przeciwieństwie do El-Anielo, wyrażać głośno swoich opinii i poglądów. Jej marzeniem było zostać tancerką w balecie nowoczesnym (w najgorszym razie w klubie nocnym – przy czym zaznaczam – tancerką nie striptizerką). Słowem optymistyczna ryzykantka, która nawet pod gilotyną będzie sobie powtarzać – eh – warto było… i fajnie jest – będzie dobrze.

El-?. Istota wiecznie usiłująca pogodzić notorycznie skłócone El-Diablo i El-Anielo. I wybrać jakieś pośrednie mediacyjne rozwiazanie, które a)nigdy nie wychodzi jak powinno b)wprowadza do życia 3 El- dodatkowy element chaosu (bo oczywiście dodatkowy bonus za 500 zawsze sie przyda, tak na wszelakij słuczaj jakby innych bonusów było za mało) c) i tak zakończy się awanturą bądź „pójściem się wieszać”. Podróżnik po światach realnych i nieraealnych. Mol książkowy, który nie lubi wychodzić z domu, bo ma tu ciepłe kapcie i gorącą herbatkę i książkę lub internet, albo może porozwiązywać łamigłówki i pograć w karty, słuchając muzyki, lub oczywiście popisac na blogu a jak nie to zawsze ma coś czym może się zająć – puzlle, simsy, cywilizacja, pasjanse, mah-jong, etc. etc. Wielki samotnik, który zagłębiony w swoich filozoficznych wędrówkach, rostrząsaniu osobistych tragedii itd. zapomina o czymś takim jak obiad, sprzątanie, pranie, prasowanie, praca. Wielki nerwus, rzucający niecenzuralną mową z szybkością karabinu maszynowego i zawsze celnie dobijając ofiarę lub przynajmniej wkurwiając kogoś do tego stopnia, że ma więcej szczęscia niż rozumu, ze jeszcze nikt jej nie zamordował w afekcie. Pesymistka. A jednocześnie tutptuś, który jak już w końcu przezwycięży grawitację i niechęć do założenia butów i przekroczenia progu – zabierając to, co po drodze nawinie się pod rękę + stały zestaw „bez czego absolutnie nie wolno opuścić domu” w skrócie kfp – klucze, fajki, portfel (których oczywiście nigdy nie pamięta gdzie położyła, bo jej umysł nie zwaca uwagi na takie pierdoły jak odkładanie rzeczy na miejsce, gdy ma takie egzystencjalne problemy do roztrzsąnia) – wychodzi z domu i nie chce już wracać. Potrafi wtedy przejść na piechotę olbrzymie odległości od tak żeby niczym nie jechać. Jej marzeniem jest zabrać kfp + namiot i przenieść się do Kambodży, gdzie będzie sie karmić złowionymi rybami (podczas łowienia będzie miała dużo czasu na rozmyślania) i sypiać w ruinach budowli starożytnych kmerów z dala od tego cywilizacyjnego zgiełku. Słowem odludek, który tak juz się zniechęcił do tego świata, że najlepiej by z niego uciekł.

Wszystkie 3 El- mieszkają w jednym ciele. Nigdy nie wiadomo, która z nich objawi się z rana i która połozy sie spać wieczorem. Zresztą zmieniają się kilkukrotnie w ciagu dnia za sterem łodzi w której płyną w tempie błyskawicy. Na to samo pytanie możesz otrzymać 3 różne odpowiedzi w zaleznosci na którą z 3 El- trafisz. Nawet one same nie wiedzą, która z nich odezwie się w danym momencie. Nie bardzo też wiadomo jak którąś z nich sprowokować do pojawienia się. Zależy to od tak wielu czynników, że właściwie nie zależy od niczego. Rozumiecie coś z tego?

Tak w skrócie wygląda mój opis kobiety. A właściwie tego co w duszy kobiety mieszka. Nic dziwnego, że mężczyźni maja problem ze zrozumieniem kobiet. Musieli by się, przynajmniej w moim przypadku, roztroić żeby mieli szanse…. :)))

I krótka anegdota by TG (przepraszam miałam o Tobie nie wspominać, ale to jest zbyt dobre, żeby to pominąć).

Miejsce – przepołudnie, wejście do dużego pokoju.

Skrót sytuacyjny – wchodzę po pół godzinnym buszowaniu po blogu, co godzinę wcześniej zaowocowało awanturą, omówieniem o czym będę pisać i tłumaczeniem, że składam się 3 osób oraz stanowczym stwierdzeniem TG, ze koniecznie jutro zabierze mnie do psychiatry.

TG – „To kto teraz do mnie zawitał. Angelina Loli (od słów angel i Lola – mojej ksywy ze szkoły średniej) czy Darth Vader? Bo chciałbym wiedzieć z kim mam do czynienia”.
Co zaowocowało u mnie pół godzinnym napadem śmiechu. Od którego do teraz boli mnie brzuch :)))
Uwielbiam jego sarkastyczne poczucie humoru :)))

I na koniec tradycyjnie wiersz, który dedykuję mojemu natchnieniu Pomiędzy…

„Moje oczy”

Moje oczy zielone
Są bez dna jak morze
I pełne obietnic
Aż po końce rzęs

Wiodą tych co w nie spojrzą
W niebezpieczną toń

Moje oczy żółte
Są jak rozżarzone węgle
I ciskają błyskawice
Jak najstrasznejsza z burz

Zmrużone w gniewie zabijają
Spalając na popiół

Moje oczy piwne
Są jak ciemna noc
I migocącą od gwiazd
Nieba nad nami

Spod przymkniętych powiek uśmiechają się
Z rozkoszą i miłością

Bóg dał mi kocie oczy
Zmieniające kolor jak pory roku
Byś zobaczył w nich
Wszystkie moje uczucia

I czarne żrenice za którymi chowam
Wszystko inne

Ps. Dziś w tle muzyczka z jednego z ulubionych flimów El-Diablo „Gone In 60 seconds”


  • RSS